O pachnącej wełence i innych wakacyjnych zajęciach

  • Napisane 2 sierpnia 2015 o 13:52

Witam was…

Jakoś udało mi się wrócić do rzeczywistości, przyzwyczaiłam się do codziennej rutyny i zwalczyłam stosy prania.

Zaczęłam też walczyć z moją pachnącą wełenką.

Ale pozwólcie, że opowiem o jej pochodzeniu:

Wakacje w tym roku spędzaliśmy w uroczym Ustroniu. Jadąc tam, jednym z moich wakacyjnych planów było nabycie wełny na sweter.

Więc w pewne upalne popołudnie odwiedziłam straganik na którym już wcześniej sobie taką wełnę upatrzyłam.

Ona oczywiście na mnie czekała, lecz zamiast za nią zapłacić i odejść wdałam się w konwersacje ze sprzedawcą o wełnie, życiu i robótkach na drutach…

Nie była ona zanadto interesująca, więc tylko napiszę że jej efektem było przyjęcie zlecenia na zrobienie wełnianej kamizelki.

Przekonana o własnej genialności zabrałam ze sobą 2 kg świeżutkiej owczej wełenki.

I tak przez ostatni tydzień, bawię się w naprzemienne dzierganie i prucie.

Co chwilę staję przed dylematem czy jest dobrze czy nie, czy spruć czy robić dalej, i czy zasadne było ostatnie prucie, bo może poprzednia wersja była lepsza.

Wszak umiejętność prucia uważam za bardzo cenną, bo lepiej spruć niż brnąć w nieudany projekt.

Ale przyznam szczerze trochę z tym przesadziłam.

Dlatego też dla odświeżenia umysłu dokończyłam moje wakacyjne dokonania koralikowe.

Bo oprócz nieplanowanych rozmów biznesowych, na wakacjach doskonaliłam sztukę tworzenia bransoletek.

Zresztą postępy oceńcie sami.

koralikowa bransoletka SONY DSC SONY DSC

Dodaj komentarz


  • RSS